Kochając nabywamy nowe hobby

Foto by Ela Klenczar

Nie jest łatwo być z facetem, który lubi las. Lubi to za mało powiedziane – wybiera czasem spanie w nim zamiast spanie z żoną. Lecz oczekiwanie na wyjaśnienie dlaczego tak, jest oczekiwaniem na nic.

Opuszczanie mnie czasem na noc to tylko wierzchołek góry lodowej. Szafa pełna gadżetów survivalowych oraz wolne chwile przepełnione filmikami bushcraftowymi , majówka pod namiotem, a na prezent szwajcarski scyzoryk – to teraz norma. 

Ale kochając nabywamy nowe hobby.

I o tym będzie ten blog.

 

Początki, czyli rozpoznanie terenu

Photographer: Elliott Chau

      Wiedziałam, że jest morsem. Że lubi chodzić w bojówkach i zawsze ma przy sobie multitool (narzędzie zawierające w sobie inne narzędzia – bardzo przydatne, zawiera między innymi pilnik – do paznokci, nożyczki – do nitek, nóż- do otwierania paczek – oczywiście to mój punkt widzenia na jego użyteczność). Na jeden z pierwszych spacerów poszliśmy do lasu – w grudniu, wieczorem.

      Potem wyznał mi, że był pod wrażeniem, że się nie bałam – ja też byłam zdziwiona, ale się nie bałam. Z nim się nie bałam. Sprawiał wrażenie przygotowanego na każdą ewentualność i taki właśnie jest.

Ja za to lubię filmy, wciąż te same, dobrze znane i do tego niezdrowe jedzenie. Miałam w zwyczaju długie spacery, jakiś sport, a nawet chodzenie po górach.

Lubię mieć wszystko zaplanowane i spać w stabilnym i c i e p ł y m miejscu. Lubię sportowy styl, ale nigdy nie miałam odwagi tak się nosić ( lubię koszule, spódniczki i wygodne ale bardziej eleganckie buty).  Dziś moja szafa zawiera bojówki, sportową kurtkę, buty trekkingowe  oraz tym podobne części garderoby. I dobrze mi z tym.

Lubię też ciepło – ciepłą kawę, herbatę, ciepłe skarpetki, ciepłe ubrania, a nade wszystko lubię ciepłą  kołdrę. A no i lubię spać w łóżku.

Czyli okazało się, że jesteśmy jak ciepłe źródła w zimie - tyle, że ja siedzę zanurzona po nos w ciepłej wodzie , a on biega po śniegu.

Opis ten jest istotny w świetle kolejnych przygód i moje zamiłowania raczej się wiele nie zmieniają.

Lecz wracając do mojego męża - gdy poznał moją rodzinę okazało się, że jego zamiłowania podziela mój starszy brat.

I tu zaczyna się jeszcze ciekawszy wątek tej historii.

 

 

 

Majówka, czyli pierwszy kontakt

Poranek pierwszy

Początkowo nie umiałam odnaleźć swojego miejsca w jego pasji.  Nie miałam nic przeciwko słuchaniu o nowym sprzęcie, planach na wyprawy do lasu, spaniu w lesie o oglądaniu filmików dotyczących outdooru itp. I nadal czasem ciężko zrozumieć mi tą fascynacje lasem.

 

Zrozumiałe więc, że plany na majówkę były dla mnie zaskoczeniem. Mój brat wraz z moim leśnym ludem zaplanowali trzydniową wyprawę z plecakami po Jurze Krakowsko-Częstochowskiej.  Plany te obejmowały również mnie i moją bratową.  Nie wiem dziś co sprawiło, że zgodziłyśmy się na taki sposób spęczenia wolnego weekendu – ale stało się. Z perspektywy muszę powiedzieć, że był to chyba najlepszy weekend majowy, ale gdy wędrowałam brudna z plecakiem po lesie nie wydawało mi się to takie wspaniałe.

 

Zapakowałam plecak według wskazówek – zero zbędnych rzeczy, ale zarazem coś na każdą ewentualność i pogodę. Na ciepło, na zimno, na deszcz, na wiatr, część wspólnego jedzenia i wody( na kawę oczywiście!). Ostatecznie prawie nie zmieściłam kosmetyczki, oczywiście ograniczonej do minimum – w moim mniemaniu.  Buty pożyczyłam od siostry, która  w tamtym czasie bardziej czuła górskie klimaty.  Plecak zapewnił mi jeden z organizatorów – tu muszę nadmienić, że od zawsze mam awersje do tego typu sposobu przenoszenia rzeczy. Bywało, że na spacery po górskich terenach wybierałam się z torbą. Miałam wtedy swoje pierwsze „bojówki” zakupione w second-handzie, bo uważałam że na rzeczy tego typu nie warto przepłacać (przecież może ubiorę je tylko raz).  Tak przygotowana, z plecakiem ważącym tonę stawiłam się gotowa na przygodę.

 

Piękne widoki, rozmowa pełna śmiechu, jeszcze pełne sił nogi i kawa w kubku termicznym (plastikowym – jak się na wstępie dowiedziałam: tego typu naczynia nie mają żadnego zastosowania w leśnych warunkach) – to sprawiało, że piątkowa część wędrówki upłynęła wspaniale.  Miejsce, które wybraliśmy na rozbicie obozu wydawało się przytulne. Kolacja przygotowana z pomocą wielu leśnych gadżetów – kuchenek, garnuszków, noży, rozpałek- smakowała wspaniale. Panowie wciąż wyciągali ze swoich plecaków i bojówek typu cargo coraz to nowe przydatne przedmioty.

 

Lecz mimo tego, że chłopcy zapewnili nam warunki leśnego hotelu pięciogwiazdkowego naszym podsumowaniem pierwszej nocy w lesie jest: wiśniówka made us do it! ( wiśniówka sprawiła, że tego dokonałyśmy) Ciążyła mi w plecaku ale okazała się lekiem na całe zło leśnych lęków i niedogodności.

 

Spałyśmy prawie jak dzieci,  tylko w oddali słychać było jakieś wycie wilków (które rano okazały się psami z miasteczka za lasem). Poranek obudził nas pięknym słońcem między drzewami. Dostałam kawę w nieużytecznym w lesie kubku. Było pięknie!

 

W tym miejscu w imieniu kobiet spędzających czas w ten sposób (z własnej lub przymuszonej woli)  pragnę podziękować wynalazcom i producentom chusteczek nawilżanych, suchego szamponu oraz płynu do mycia rąk bez wody – to była nasza kobieca odrobina luksusu w lesie.

 

Wędrówka drugiego dnia była równie miła, choć częściej zdarzały się marudzenia i kryzysy. Ostatecznie wieczorem my ugotowałyśmy kolacje z pomocą gadżetów naszych panów. Nawet rozłożyłyśmy namioty i przygotowałyśmy miejsca do spania.  W tym miejscu warto wspomnieć o sesji zdjęciowej jaka miała miejsce w czasie naszej wyprawy. Jest ona dowodem na perfekcyjne kobiece przygotowanie się do wyprawy tego typu.  Mój leśny człowiek po zobaczeniu jakich rozmiarów jest moja kosmetyczka oczywiście dopytywał co zawiera. Lusterko, które mocowałam do szkieletu namiotowego, wspomniane wcześniej produkty luksusowe, krem, podkład, tusz do rzęs. Czyli survival kit prawdziwej kobiety w lesie. Wspomniana sesja dotyczyła właśnie lokowania produktów kosmetycznych w środowisku survivalowym – zderzenie dwóch światów, przeciwieństwa, które jednak mogą funkcjonować w jednej przestrzeni - to motywy przewodnie sesji zdjęciowej, której wyniki możecie ocenić na podstawie zdjęć publikowanych po raz pierwszy. (Marki kosmetyków oraz sprzętów nie do końca przypadkowe bo przez nas z pewnych powodów wybrane, ale nie jest to reklama).

 

Wykończone ale zadowolone w czasie powrotu do domu pociągiem jednogłośnie stwierdziłyśmy, że było fajnie, a moja bratowa idąc o krok  dalej (za daleko) stwierdziła, że możemy przystać na ten typ rozrywki raz w miesiącu(!).  Od tych słów minęło półtora roku – ilość podobnych wspólnych wypadów jest równa zeru. Ale chęci są, niestety czasu brak.

 

 

 

Survival kit - przeciwieństwa się przyciągają

Survival kit - wersja leśna kobieca

Prezent dla leśnego luda, czyli survivalowy poradnik zakupowy dla kobiet

Zdjęcie: chyba kolejny prezent

Zbliżają się święta, a jak wiadomo to czas obdarowywania się nawzajem. Jakiś czas temu ustaliliśmy, że prezenty będą zaplanowane – czyli szczerze powiemy, co chcemy dostać, a druga osoba kupi nam to i tym sposobem oboje będziemy zadowoleni. Jest to oczywiście plan przepełniony słowami funkcjonalność, użyteczność, pożytek i strategia. Ktoś pewnie uzna, że zabieramy tym całą tajemniczość, magię i radość dostawania prezentów. Jak dla mnie ten układ jest fajny, bo oboje mamy rzeczy, które chcemy ale zawsze jest coś ważniejszego do kupienia, coś bardziej potrzebnego. Rekompensatą dla tego pragmatycznego zwyczaju są drobne upominki bez okazji. Na przykład różowy spork (tj. łyżkowidelec): „ bo na uczelnie nie będziesz musiała nosić sztućców” -oczywiście docelowo narzędzie na wspólne wypady.

 

Zwyczaj z wybieraniem sobie prezentów jest jednak w mojej sytuacji naprawdę wybawieniem. Wpisywanie w wyszukiwarkę haseł: survival, outdoor, gadżety bushcraftowe, prezent dla survicalowca i inne podobne, nie przynosi efektów. Wszystko co znajdywałam było albo w mojej opinii w ogóle bezużyteczne, albo wiedziałam, że Preppers już to ma albo słyszałam w którymś z filmików, które oglądał, że nie warto tego kupować. 

 

Jednak po ciężkich doświadczeniach mogę dziś przekazać wam kilka wskazówek dotyczących prezentów dla człowieka lasu:

o  o  Jeśli masz ambicję szukać samodzielnie… to od razu kup bon do sklepu, w którym on kupuje najczęściej - zadowolenie gwarantowane, a Ty zaoszczędzisz wiele czasu, który trzeba poświęcić na rozeznanie w modzie leśnej.

o  o  Jeśli znajdziesz coś i będziesz uważać, że tego jeszcze nie ma i że na pewno mu się to spodoba…zapytaj jego kolegi, brata, znajomego lub eksperta w tej dziedzinie i…zacznij szukać dalej. 

Przykład: Zanim nasza zasada weszła w życie miałam ambicję znaleźć coś ekstra na jego urodziny. Przeszukałam każdą stronę jaką znalazłam, czytałam, oglądałam filmiki z recenzjami, ukradkiem oglądałam jego kolekcje gadżetów i narzędzi. No i znalazłam!

Multi-tool HexFlex – tool w kształcie gwiazdki, której zakończenia miały różne zastosowania. Przeczytałam opinie, zapoznałam się ze sposobami użytkowania ale zanim zamówiłam postanowiłam zapytać mojego brata co o tym sądzi…. Cytuję : „ o chyba średnio mu się przyda to taki bajer”. Potem padła propozycja mocnej i wodoodpornej latarki, ale na koniec padły słowa: „myślę że z karnet na strzelnicę - on się jarał niedawno czarnoprochowcami itp.”  Bolesna prawda – ambicja do kiszeni, karnet na strzelnicę do koszyka. I to był niestety przepis na sukces.

o   Kolejna wskazówka: trzeba pamiętać, że bransoletka z paracordu to dość popularny gadżet i to, że nie nosi jej na ręce nie znaczy, że jej nie posiada.

o   No i co ciekawe outdoorowy prezent, który leśnego luda ucieszy nie musi być prezentem dla niego.

Przykład: jego rodzice zapytali go co kupić mi na święta – moje zdziwienie było ogromne, gdy odpakowałam termiczną koszulkę i legginsy w swoim rozmiarze. I komentarz: „teraz już możemy chodzić po lesie w każdą pogodę”.

o   Ostatnia wskazówka to wyniki niedawnych wydarzeń. Jak już coś zamówicie to trzymajcie to pod kluczem. Outdoorowcy (przynajmniej mój) mają to do siebie, że działają instynktownie. 

Przykład:  Mój mąż już odpakował swój prezent świąteczny i testował go w czasie naszej górskiej wyprawy 11 listopada. (Jest to któraś z kolei kuchenka na kartusze gazowe – ale dzięki temu szybko zagrzała się woda na moja kawę!)

 

Prezentowa siła lasu

Zostając nadal trochę w temacie prezentów kilka słów o podarkach, które dostaję ale… nie do końca. Preppers ostatnio powoli zaczyna zagadywać o majówce i planach na wakacyjne wyjazdy. Podejrzanie często w tych planach słyszę słowa hamak, spanie, las i noc. I to w jednej wypowiedzi. Zwiastuje to dla mnie próbę sił.

Postanowiłam jednak skonfrontować nasze oczekiwania dotyczące wolnych dni i poddałam pod wątpliwość moje sprzętowe przygotowanie na nocowanie w lesie w hamaku. „Ty nawet nie wiesz co masz” – usłyszałam w odpowiedzi. Okazało się, że mąż przygotowuje mnie, a raczej siebie na moja odmowę. Argumentów jest już prawie pełna szafa. Hamak na dwie osoby – bo powiedziałam kiedyś, że sama nie będę w nim spała. Tarp do osłony hamaka – bo powiedziała, że nie znoszę moknąć. Dodatkowa latarka, dodatkowa czołówka, śpiwór do -10 stopni.  Ostatnim nabytkiem jest pałatka z wojskowego demobilu. Ja pamiętam taką część garderoby z rodzinnych wędrówek górskich – mama i tata okrywali się nią gdy nosili nas w nosidełku. Teraz mam taką dla siebie. Leśny człowiek postanowił testować ją jako legowisko na nocne leśne wypady – nie wiem jeszcze jakie są opinie bo z kolegą z pracy właśnie są gdzieś w lesie – wracają z noclegu na łonie natury.

Co do pracy, a raczej wykonywanego zawodu mojego męża. Muszę zgłębić temat wpływu wykonywanego zawodu na zamiłowanie do lasu (survivalu, outdooru itp.). Na podstawie moich dotychczasowych obserwacji wnioskuję, że ludzie którzy  wiedzą jak rozdzielić energię elektryczną do znaczących inwestycji, zajmują się projektowaniem i tworzeniem rozwiązań podziału energii dla mniejszych i większych inwestorów, w czasie wolnym wyładowują nabytą w pracy energię i napięcie w lesie. Interesujący fakt – za dnia wspierają rozwój i postęp, a nocą sami ładują akumulatory czerpiąc energię lasu.